Laushornet (1415 m n.p.m.) Geiranger: “jak dobrze, że już tam nie musimy iść!”

Plan był taki, żeby w czasie pobytu w Geiranger przejść wszystkie oznakowane szlaki. I kiedy zeszłyśmy z Laushornet, to Justyna powiedziała: jak dobrze, że już tam nie musimy iść. Żadna wycieczka nie dała mi tak w kość w 2016.

laushornet-geiranger-7

Początek wakacyjnej przygody w Geiranger pamiętam dokładnie – jak można zapomnieć pierwszy rejs promem po najbardziej znanym fiordzie na świecie? Potem rozpakowywanie, spacer do ‘centrum’, a potem ognisko, na którym ktoś (pamiętam też kto) kiwnął głową w stronę Laushornet i powiedział, że ta trasa tam to najłatwiejsza ze wszystkich, które w okolicy prowadzą na szczyty.  Gdybym uwierzyła i poszła tam wcześniej, to chyba góry oglądałabym tylko na zdjęciach. : ) Przeczytałam też – research przed wyjściem to podstawa – że na górze czeka najpiękniejszy możliwy widok na fiord. Śmiem wątpić. Najłatwiejsza trasa i najpiękniejszy widok to zdecydowanie Geitfonnega (tęsknię bardzo!).

blog-813

Widok na Laushornet z drogi między Geiranger i Dalsnibbą. To ta góra po prawej stronie. Koniec maja – wciąż sporo śniegu, w zimie schodzą stamtąd najbardziej niszczące w skutkach lawiny w okolicach Geiranger.

Dla jasności: zdaję sobie sprawę, że wejście na Laushornet nie jest wyczynem – weszłyśmy, zeszłyśmy, w sezonie codziennie ktoś to robi, a w internecie opisuje się tę trasę jako odpowiednią dla dzieci, o ile są przyzwyczajone do gór (chociaż to, co w norweskich publikacjach oznacza się jako chociażby trasę narciarską dla dzieci, to całkiem inna historia). Po prostu było stromo. Bardzo stromo. Bardziej stromo niż ‘jesteśmy w górach, to jest do góry’.  Bardzo bardzo bardzo stromo. Trochę kusi, żeby kiedyś jeszcze spróbować wejść tam w lepszym stylu : ), ale na razie Laushornet zostaje dla mnie punktem odniesienia, kiedy myślę sobie, że jest zbyt stromo: tam weszłam, to tu też wejdę (oczywiście w granicach rozsądku). Zresztą, nie we wchodzeniu problem – trzeba jeszcze było zejść.

Trasa – jak kilka innych – zaczyna się przy Fjordsenter, chociaż można oszczędzić sobie pierwszych dwóch kilometrów i podjechać samochodem do Vesterås Gård. Następnie trzeba powędrować w kierunku wodospadu Storsæterfossen, warto zrobić tam przerwę i zajrzeć za wodospad. Potem wciąż jeszcze można zmienić zdanie i wybrać się w kierunku przepięknej Vesteråssætry.

blog-551

Tu powinien być jakiś niepokojący podkład muzyczny. Jeszcze możecie zmienić zdanie!

Kilkaset metrów za wodospadem ścieżka się rozdziela. Z tego miejsca to już tylko jakieś 2 kilometry do przejścia, ale idzie się całą wieczność. Miałam w pamięci to, że koleżanka zawróciła, kiedy jeszcze leżał śnieg wyżej i odmówiła drugiego podejścia – ten odcinek zaczyna się dość niepozornie, ale szybko szlak zmienia swój charakter. Mówiłam już, że było stromo? Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo, gdzie stawiać stopy – ścieżka jest wydeptana, podłoże luźne. Żeby chociaż jakieś kamienie, korzenie! Niewiele. Do tego te ślady! Widać, że część osób z Laushornet na tym odcinku nie schodzi, ale próbuje się w mniej lub bardziej kontrolowany sposób ześlizgiwać/zsuwać. Przejście przez strumień oznacza, że jesteście już w połowie najtrudniejszej części. Potem szlak robi się zdecydowanie łatwiejszy. Ostatnia część prowadzi już nie ścieżką, ale skalnym rumowiskiem.

laushornet-geiranger-10

Justyna w drodze na szczyt.

Około trzystu metrów przed szczytem  znajduje się pierwszy z punktów widokowych na fiord. Tyle iść, żeby potem się okazało, że wieje tak bardzo, że człowiek się boi podejść i spojrzeć! ; ) Dzień później (a był to sierpień) spadł na  Laushornet pierwszy śnieg w tym sezonie,  co wyjaśniało ten przejmujący wiatr na górze.

laushornet-geiranger-12

W końcu odważyłam się spojrzeć w dół! Geiranger, a raczej Grande – taka część z campingiem, hotelem – jest ponad kilometr pod nami.

laushornet-geiranger-13

Wiało! Widok w drugą stronę, czyli Grindalsnibba i Vinsaashornet. Zdjęcie zrobiła Justyna.

Stąd do końca trasy zostało mniej niż dziesięć minut. Na górze krótka przerwa, bo wiało  coraz mocniej. Gdyby nie ta pogoda, to może miałabym z Laushornet trochę lepsze skojarzenia. Gdyby tak można było posiedzieć na szczycie godzinę, dwie godziny, popodziwiać widoki, które były niezłe (chociaż w okolicy bywają zdecydowanie lepsze), a nie spieszyć się i zastanawiać, czy to od tego wiatru jest tak nieprzyjemnie, czy jednak mam lęk wysokości. A jeszcze trzeba było myśleć o drodze w dół (helikopterem? proszę, helikopterem).

laushornet-geiranger-9

Taki widok. Droga, którą widać na zdjęciu jest jedyną otwartą przez cały rok trasą prowadzącą do Geiranger. Na pierwszym zakręcie znajduje się punkt widokowy Ørnesvingen.

laushornet-geiranger-4

A tu widoczny większy fragment Ørnevegen. I fiord też.

laushornet-geiranger-3

Wpis do książki na szczycie musi być.

laushornet-geiranger-6

Zdjęcia też. : )

laushornet-geiranger-16

Poszłoby się gdzieś!  Brakuje mi tej przestrzeni. Zdjęcie zrobiła Justyna.

Informacje praktyczne: według aplikacji przejście 11 kilometrów Fjordsenter – Laushornet – Fjordsenter zajęło nam ponad 6 godzin.  Kije trekkingowe bardzo ułatwiły całą operację (ręce bolały zdecydowanie bardziej niż nogi).

Mapa dostępna w niezastąpionej aplikacji UT pokazuje szlak na właściwy szczyt Laushornet. Trasa oznakowana przez lokalną organizację turystyczną prowadzi nieco inaczej i kończy się na punkcie widokowym.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s