Biegówki w Rauland

Tak naprawdę, to uznałabym epizod dwóch miesięcy w Telemarku za niewarty wspomnienia tutaj, gdyby nie jedna rzecz– trasa do Silkedalen. Przez kilka tygodni przyglądałam się mapie i wzdychałam, że na pewno nie ma co tam iść, bo trasa jest oznaczona jako wymagająca. Więc bez sensu. Nieść narty taki kawał drogi?* Spróbowałam – wytłumaczyli mi, jak pojechać, żeby nie było trudno. I teraz żałuję, że czekałam tak długo. I zastanawiam się, jak to będzie pojechać jakąkolwiek inną trasą – to przetestuję wkrótce.

Informacje praktyczne niżej, najpierw najpiękniejsza trasa w Rauland.

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-7

Ok, to zdjęcie zrobiłam na spacerze, ale pokazuje okolicę, w której przebiega trasa. Samo Silkedalen jest tam za którymś pagórkiem.

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-8

Musicie wiedzieć, że Rauland leży bardzo pośrodku niczego, bardziej już się nie da. Postaci na zdjęciu postanowiły wyprawić się jeszcze dalej!

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-9

Tu zbliżenie na pozostawiane za plecami nic. Pierwszy moment WOW. Wystarczyło się obrócić – wszyscy się w tym miejscu zatrzymywali – żeby wiedzieć, że jest dobrze.

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-3

Gdyby tak się nie odwracać, to widoki byłyby takie.

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-1

Albo takie. 

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-2

Kjellingnuten za plecami, przygoda wzywa.

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-10

Widzicie te 3 kropki hen daleko? Będą się musiały wspiąć na górę, minę się z nimi gdzieś po drodze.

rauland-cross-country-skiing-silkedalen-5

A tu inne mijane po drodze kropki.

Trasa w wersji przejechanej przeze mnie to trochę ponad 13 kilometrów – wcale nie było trudno. Zdarzyło mi się zdejmować narty w  trakcie innych wycieczek w Rauland, bo: bez przesady, chcę jeszcze pożyć! A niby były to łatwiejsze trasy. Zdarzało się, że nogi mi się trzęsły długo jakimś bardziej stromym zjeździe. Nie tutaj.
Jeśli będziecie kiedyś w okolicy, zapytajcie w którymkolwiek z turystycznych biznesów w okolicy o tę trasę – wytłumaczą wam, jak jechać, żeby było przyjemnie. Chyba że nie potrzebujecie takich informacji – to tym bardziej sprawdźcie Silkedalen. Trasę można zacząć/skończyć w kilku miejscach. W wersji dla odważnych i potrafiących jeździć przewidziano nawet odcinek prowadzący po stoku narciarskim. Ten czerwony kolor w oznakowaniach trasa zawdzięcza chyba właśnie tym trasom dojściowym, bo trudno dla niego znaleźć inne uzasadnienie.

Gdyby ktoś przejechał tę trasę z kamerą, to bym tak raz w tygodniu sobie puszczała na dobranoc, albo na dobry dzień. Niby można obejrzeć w Google Maps, ale to nie to samo.

*

rauland_content_folder_full

Mapa ze strony visitrauland.com

Rauland to górskie miasteczko w Telemarku, w południowej Norwegii. Środek niczego – na noc zwijają asfalt, a ptactwo zawraca gdzieś po drodze.  Takie miejsce, w którym kawiarnia – podobno całkiem niezła – funkcjonuje przez 4 dni w tygodniu, bibliotekę otwierają raz w tygodniu na kilka godzin, a muzeum w ogóle zamykają na zimę.

Ale w zimie wszyscy przyjeżdżający do Rauland mają jeden cel: narty. Ewentualnie snowboard. W miasteczku – choć to słowo bardzo mi tu nie pasuje, ale niech będzie – funkcjonują trzy ośrodki narciarskie, a w okolicy poprowadzono około 150 kilometrów tras narciarskich. Prawie połowa z nich opisywana jest jako trasy górskie, około 80 kilometrów prowadzi natomiast przez las. 6o kilometrów przygotowywane jest do stylu łyżwowego. Skibuss – autobus dla narciarzy – kursuje trzy razy dziennie, można więc planować wycieczki tak, żeby dostać się na jeden z przystanków i wrócić autobusem.

Są tutaj 2 oświetlone trasy narciarskie – jedna w Vierli, druga (a raczej kilka mniejszych połączonych ze sobą) w centrum Rauland. Ta pierwsza jest nudna, prawie płaska – byłabym jej największą fanką rok temu, kiedy uczyłam się jeździć. Teraz po kilku tygodniach przestałam na nią w ogóle chodzić – nuda, nuda, nuda. Te ciut ponad dwa kilometry drogi mają natomiast jedną zaletę: jest to jedyne miejsce w Rauland ze sztucznym śniegiem, więc nawet w kiepskim sezonie (a ten taki początkowo był), warunki do biegania są dobre. Chyba że wieje – spora część tras biegnie tu głównie na otwartej przestrzeni, wiec zdarzały się małe pogodowe katastrofy. Zresztą, zaczynająca się w okolicach Vierli trasa do Silkedalen też jest mocno narażona na skutki wiatru (dni, w których wieje z prędkością kilkunastu metrów na sekundę nie są tutaj niczym niezwykłym)

Vierli położone jest wyżej niż centrum Rauland (różnica poziomów to około 300 metrów)- większość wycieczek rozpoczętych tutaj będzie prowadzić raczej w dół niż do góry. W zeszłym roku dreptałam na nartach w lesie, więc tutaj  największe wrażenie zrobiły na mnie właśnie te wystawione na działanie wiatru otwarte przestrzenie.

O takie:

rauland-cross-country-skiing-4

Tak z połowę moich wywrotek na trasie można złożyć na karb widoków: zawsze mnie te góry dekoncentrują. Zawsze. 

rauland-cross-country-skiing-1

rauland-cross-country-skiing-2

Gdyby nie wycieczka do Silkedalen, to to byłby mój ulubiony biegówkowy moment w Rauland. Tam hen jezioro Møsvatn – dwunaste co do wielkości jezioro w Norwegii, ale jednocześnie największe jezioro w Skandynawii położone powyżej 900 metrów nad poziomem morza.  

rauland-cross-country-skiing-9

Nie wiadomo, czy patrzeć się góry, czy na jezioro! Pełna dekoncentracja.

 

Na narty Rauland jest całkiem fajne. Tak to podsumujmy.

 

rauland-cross-country-skiing-5

*Niosłam narty rok temu przez ponad dwa kilometry – ale to był pierwszy sezon, teraz trochę głupio by było jednak. ; )

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s