Steimsnibba (1285) – pierwsza góra w 2017

Hellesylt Steimsnibba 2

Siedzimy na promie. Jest trochę zbyt wcześnie, ale żeby operacja się udała, trzeba było wsiąść na pierwszy prom z Geiranger do Hellesylt. Znacie to? Jedyny powód, który sprawia że pobudka o 6 rano jest znośna, to wyjazd gdzieś. To ma być pierwsza prawdziwa wycieczka w tym roku, oczekiwania rosną. Prom skręca, Hellesylt wyłania się zza zakrętu, a ta góra rośnie i rośnie. Widziałam ją wcześniej ileś razy, ale teraz nie przestaje mnie zadziwiać, że to takie duże. I tak sobie myślę, że w sumie nie muszę tam wchodzić, że pewnie nie wejdę, że – odświeżam w pamięci trasę – w sumie mogę zostać i pić kawę na tym płaskim fragmencie pod szczytem, a i tak będzie dobrze.

Szlak zaczyna się trochę po lewej za sklepami w Hellesylt – sklepy są dwa, znajdziecie. Wypatrujcie znaku z nazwami Steimsnibba, Skaret i Svarthammaren. Ścieżka przez większą część trasy jest dobrze widoczna, ale oznakowania są dość oszczędne – znacznie mniej turystów odwiedza Hellesylt niż Geiranger i to może jest wyjaśnienie. Dobra, zgubić się nie zgubiliśmy. Pierwsza część trasy jest bardziej stroma niż sama droga na szczyt. Szlak pnie się ostro do góry po lesie. Widoki raczej żadne, ale startując z centrum Hellesylt, przechodzi się przez dwa punkty widokowe: Svarthammaren (200 m n.p.m.) i Skaret (660 m n.p.m). Nie robimy specjalnie zdjęć, bo przecież, hej, wrócimy tędy, to jeszcze zdążymy, a na razie trzeba do góry. Poza tym: muchy! Nie do końca wiem, o co chodzi, ale rok temu w Hellesylt w górach było podobnie – muchy, wszędzie muchy. Opędzanie się od nich pochłania niemal tyle samo energii, co pokonywanie kolejnych metrów do góry.

Hellesylt Svarthammaren viewpoint

Pierwszy punkt widokowy na trasie – Svarthammaren. Nawet ładne to Hellesylt, prawda? 

Żeby wycieczka miała  sens  – sens polega na tym, że siedzi się na górze dłużej niż tyle, żeby zrobić dwa pamiątkowe zdjęcia, zjeść i uciekać – powinniśmy zmieścić się w czasie podanym w przewodniku. Trochę mnie to stresuje, bo jeszcze trzeba zdążyć na prom, ale po dojściu do Skaret okazuje się, że idziemy „książkowo” i spokojnie możemy zrobić tam przerwę. To dobra decyzja, bo od Skaret zaczyna się “widokowa” część wycieczki. Nie dość, że jest zdecydowanie łatwiej, wiatr trochę odpędza muchy, to jeszcze widoki są coraz lepsze.

Hellesylt Skaret Viewpoint

O tak! Od tego momentu miałam poczucie, że warto było tam włazić. ; )

Hellesylt Skaret viewpoint 2

Skaret (660/680 m n.p.m.) – Sunnylvsfjorden u stóp. 

Dochodzimy na jakieś 1000 metrów, sprawdzamy czas: uda się! Powoli pniemy się w górę, już niemal możemy liczyć kamienie, z których zbudowana jest stojąca na szczycie chatka.  Od startu do wejścia na szczyt mijają 3 godziny i 45 minut. Dumni i bladzi  (ok, niezupełnie, bo słońce mocno świeciło) wpisujemy się do książki.

Hellesylt Steimsnibba 6

Kawa lepiej smakuje powyżej pewnej wysokości. A i ten widok zainspirował kolejną wycieczkę – ta zielona dolina na wprost okazała się całkiem przyjemnym miejscem na dłuższy spacer.

Może i widok z samego szczytu na fiord nie jest powalający, ale za to to, co dzieje się ze wszystkich innych stron robi wrażenie. Dolina, która wygląda wciąż zimowo. Najgłębsze jezioro w Europie, które można gdzieś tam dostrzec (na górze mamy pomysł, że to na pewno jest jakiś inny fiord, których przecież w regionie jest całkiem sporo. Najgłębsze jezioro na kontynencie też jest jednak fajne). No i ta chatka na szczycie  – jej budowniczy był już po osiemdziesiątce, kiedy wpadł na pomysł zbudowania schronienia przed wiatrem na szczycie. Niestety, Ingolf Ringdal jest dość tajemniczą postacią i niewiele informacji o nim znalazłam – chociaż sama chatka i to że był na szczycie ponad 600 razy robi wrażenie.

Hellesylt Steimsnibba 9

Że też komuś się tak chciało, nie? ; )

Hellesylt Steimsnibba 7

Chatka i górski krajobraz. Może widok w stronę fiordu nie powala, ale to co się dzieje z drugiej strony to już prawdziwa górska magia.

Hellesylt Steimsnibba 5

Hornidalsvatnet – najgłębsze jezioro w Europie – widoczne hen za górami.

Hellesylt Steimsnibba 3

Zima, zima, zima… : ) Koniec czerwca, ale i tak zima.

Wracamy, pogoda się psuje, więc nici ze zdjęć.   Mamy całkiem spory zapas czasu, więc decydujemy się wrócić inną trasą – w przewodniku napisali, że jest najłatwiejsza, więc zakładamy, że będzie schodzić się łatwiej niż po tej stromiźnie, którą weszliśmy. Słusznie, ścieżka przez las łagodnie opada. Dochodzimy do Toskedalsætry – skupiska kilku domów letniskowych (?), gdzie nie widać żywej duszy, ale pasą się owce i kozy. W przedsionku jednej z hytt widać całą kolekcję  nart biegowych w różnych rozmiarach (ciekawe, gdzie oni tu jeżdżą). Potem leśną drogą do Karbø, a stamtąd już drogą do Hellesylt. Ten ostatni fragment można byłoby pokonać szlakiem, ale nie widzieliśmy go na mapie i zdecydowaliśmy się na drogę, która szybko nas doprowadzi na przystań w Hellesylt. Po sprawdzeniu: szlakiem byłoby krócej.

Hellesylt Steimsnibba 11

W drodze powrotnej. Droga widoczna po prawej stronie prowadzi do Strandy. Po prawej stronie Åsenakken i Åsen (ta jasnozielona plama). 

Hellesylt Steimsnibba 12

Toskedalsætra – domki, zieleń, środek niczego. Taka Norwegia.

W przewodniku podają 4 godziny do góry, 2-3 na dół. Całość – ze zmienioną trasą powrotu – zajęła nam 7 godzin. Według aplikacji przeszliśmy 17.5 kilometra.

hellesylt steimsnibba coffee mini

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s